Nie jesteśmy Polonią...

"Ziemia Krzeszowicka" » Nie jesteśmy Polonią...

  • Polskie pamiątki
    Polskie pamiątki
  • Pomnik Mickiewicza
    Pomnik Mickiewicza
  • Politechnika
    Politechnika
  • Teatr Wielki
    Teatr Wielki
  • Polacy w Teatrze Wielkim
    Polacy w Teatrze Wielkim
  • Polacy w Teatrze Wielkim
    Polacy w Teatrze Wielkim
  • Kwiaty od Polaków
    Kwiaty od Polaków
  • Kwiaty od Polaków
    Kwiaty od Polaków
  • 20-lecie UTW
    20-lecie UTW
  • Cmentarz Orląt
    Cmentarz Orląt
  • Cmentarz Orląt
    Cmentarz Orląt
  • Grób Banacha
    Grób Banacha
  • Uniwersytet
    Uniwersytet
  • Muezeum uniwerysteckie
    Muezeum uniwerysteckie
  • Muzeum uniwersyteckie
    Muzeum uniwersyteckie
  • Zbiórka na armię
    Zbiórka na armię
  • Zbiórka na batalion OUN
    Zbiórka na batalion OUN
  • Rocznica Majdanu
    Rocznica Majdanu
  • Kawiarnia szkocka
    Kawiarnia szkocka
  • Kawiarnia szkocka
    Kawiarnia szkocka

Tak mówią o sobie Polacy ze Lwowa. I oczywiście mają rację, przecież oni nigdzie poza granice państwa polskiego nie wyjeżdżali. To w wyniku ustaleń z Jałty granica ich przekroczyła, a oni po prostu zostali. Konsul Generalny RP we Lwowie p. J. Drozd, na ich prośbę, też mówi o nich „Polacy ze Lwowa”.

Lwów - kiedyś stolica Galicji, miejsce wielu narodowości kultur i religii, w okresie międzywojennym konkurujące kulturalnie i naukowo z Warszawą, w którym Polacy stanowili ok. 67% mieszkańców. To tutaj w 1656 r. Jan Kazimierz składał śluby rozszerzenia praw obywatelskich szlachcie i polepszenia bytu chłopstwa. To we Lwowie, w pierwotnej wersji, toczy się akcja "Moralności Pani Dulskiej", a Felicjan odbywa „spacer” na lwowski Wysoki Zamek. Tu żyli, bywali lub tworzyli m.in.: Fredro, Staff, Grottger, Bogusławski, Romer, Konopnicka, Kasprowicz, Boy-Żeleński, Lem, tu wreszcie istniała znana na cały świat „lwowska szkoła matematyki”. Trudno sobie wyobrazić polską historię, kulturę, sztukę i naukę bez Lwowa. Kres temu położyła II Wojna Światowa i jałtańskie układy.

Dzisiejszy Lwów to ukraińskie miasto z postsowiecką zabudową na obrzeżach, ale z polską duszą – starym centrum. O randze Lwowa świadczy ilość i klasa zabytków, których zdecydowana większość to dzieło Polaków oraz wpis Starego Miasta na listę UNESCO. Takiego drugiego miasta na Ukrainie nie ma. Gdyby poprawić katastrofalny stan ulic i budynków oraz zmienić napisy można byłoby się poczuć jak w Krakowie – to też przecież galicyjskie miasto.

Do łask wróciły nazwy niektórych ulic: Fredry, Konopnickiej, Kopernika, Kościuszki, Łyczakowska. Pojawiły się też niestety nazwy ulic, czczące pamięć głównych przedstawicieli ukraińskiego nacjonalizmu: Bandery i Szuchewycza, którym Rada Miejska nadała honorowe obywatelstwo Lwowa.

Polaków żyje tu około 30 tys. i stanowią około 4% mieszkańców. Większość przedwojennych polskich lwowiaków uległa „repatriacji”, czyli została wypędzona nie chcąc przyjąć obywatelstwa ZSRR, część wymordowana została przez NKWD lub Niemców, część deportowana w głąb Rosji. Żyjący tu młodzi Polacy, nie widząc przyszłości, starają się wyjechać na studia do Polski i zostać u nas na stałe. Polska jawi się dla nich jak utracony raj.

Od 1989 roku, po upadku ZSRR i utworzeniu państwa ukraińskiego, Polacy oficjalnie mogą się organizować. Powstało 14 polskich organizacji, które 23 listopada wspólnie obchodziły 20-lecie lub 25-lecie istnienia. Trzygodzinna uroczystość, poprzedzona wręczeniem przez Konsula RP odznaczeń zasłużonym polskim działaczom, odbyła się we wspaniałym Teatrze Wielkim, chyba piękniejszym niż krakowski Teatr im. J. Słowackiego. Opuszczono też kurtynę autorstwa Siemiradzkiego, co zdarza się przy wyjątkowych okazjach. Były pieśni, wiersze i polonez w wykonaniu polskich zespołów. Pojawili się też piłkarze reaktywowanej Pogoni Lwów. Na zakończenie nie zabrakło i lwowskich batiarów w kraciastych kaszkietach śpiewających „Tylko we Lwowie”.

W niedzielę druga część uroczystości, skupiająca tłum Polaków – msza w katedrze. W wygłoszonym kazaniu jest wezwanie do polskich polityków, którzy zamiast bawić się w bezsensowne spory, powinni wziąć wzór ze lwowskich Polaków. Po mszy złożenie kwiatów pod tablicą Jana Pawła II i pomnikiem A. Mickiewicza zakończone odśpiewaniem „Roty”.

Wśród polskich organizacji znaczącą rolę odgrywa Lwowski Uniwersytet Trzeciego Wieku, powstały w 1994 r. jako pierwsza taka organizacja na Ukrainie. LUTW skupia ok. 200 członków, z których wielu jest chodzącą skarbnicą wiedzy o Lwowie i historii. Niestety LUTW boryka się z trudnościami finansowymi i lokalowymi. Zajęcia odbywają się w polskiej szkole, która dopiero od kilku lat ma tablicę w polskim języku na zewnątrz budynku. Ponieważ Polacy ze Lwowa to wielcy patrioci, którzy starają się wszelkimi siłami zachować swoją tożsamość narodową, dlatego głównie są to wykłady z historii i literatury polskiej. Pielęgnują tę tożsamość w myśl dewizy Lwowa „Semper fidelis” (lac. zawsze wierny). LUTW prowadzi też działalność charytatywną. Jest ona niezbędna, gdyż emerytura na Ukrainie wynosi ok. 400 zł, przy cenach niewiele niższych od polskich. Dodatkowo brak jest jakichkolwiek działań państwa wspierających seniorów i w obecnej sytuacji politycznej na to się nie zanosi.

Dawne Wały Hetmańskie to dziś Prospekt Swobody, zamknięte z jednej strony wspaniałym gmachem Teatru Wielkiego, na którym wisi baner upamiętniający sztucznie wywołany głód na Ukrainie w latach 30-tych. Przed teatrem stał kiedyś pomnik króla Sobieskiego, ale nie pasował politycznie więc wywieziono go do Gdańska. Podobno kiedy wjeżdżał na wagonie tyłem, przez nową granicę Polski, nasi kolejarze stwierdzili, że to niegodne dla króla i kazali go odwrócić, co też uczyniono. Również pomnik Fredry wywędrował do Wrocławia. Pozostawiono natomiast pomnik Mickiewicza. Mówi się, że ktoś z władzy radzieckiej uznał, że to przyjaciel Puszkina i może zostać.

Na prospekcie, tak jak kiedyś spacerują lwowiacy. Odbywa się też cicha, pełna świec w żółto-niebieskich barwach manifestacja obchodów rocznicy kijowskiego Majdanu, a w namiocie jest poświęcona Majdanowi wystawa. Kilku młodych ludzi zbiera dary na armię walczącą z separatystami, inni protestują przeciw lokalnej korupcji.

Będąc we Lwowie nie sposób pominąć jednej z najstarszych istniejących nekropolii – Cmentarza Łyczakowskiego. Są tu groby wielu wybitnych Polaków: Zapolskiej, Konopnickiej, Grottgera, Goszczyńskiego, Ordona i Banacha. O tym ostatnim ,przewodnik ukraiński grupie Polaków opowiadał niestworzone rzeczy, mieszając jego biografię z Gaussem i innymi matematykami.

Dla nas bardzo ważny jest Cmentarz Obrońców Lwowa z lat 1918-1920, potocznie zwany Cmentarzem Orląt. Po latach dewastacji, dzięki wieloletniemu wysiłkowi lwowskich Polaków i pomocy Energopolu, przywrócony w 2005 r. do przyzwoitego stanu. Jakby dla przeciwwagi, obok w latach 90-tych postawiono pomnik żołnierzy Ukraińskiej Armii Halickiej. Przez lata toczyły się dyskusje z władzami ukraińskimi Lwowa o zasadach odbudowy i napisach. To co jest widoczne, jest efektem ciężko uzyskanego kompromisu, a jeden z napisów brzmi "Tu leży żołnierz polski poległy za Ojczyznę".

Wiele starych grobów przestało istnieć – ekspatriacja usunęła osoby, które mogły o nie zadbać. Pojawiły się nowe, niektóre początkowo z radzieckimi gwiazdami, usuniętymi po 1989 r. Wiele najnowszych jest świadectwem bogactwa, zadęcia i bezguścia.

Zarówno tutejsi Polacy jak i Ukraińcy mówią o zmarnowaniu 25 lat istnienia ukraińskiego państwa ,obwiniając wszechobecną korupcję i oligarchów. Do Polski jeździ się m.in. po lepszej jakości: lekarstwa, kosmetyki i chemię domową.

Bezpośrednich śladów wojny we Lwowie nie widać. Życie toczy się normalnie i jest bezpiecznie. O wojnie przypomina zbiórka odzieży lub pieniędzy w różnych miejscach n.p. na granicy, na Prospekcie Swobody, pod Kopcem Unii Lubelskiej.

Pod ratuszem pieniądze zbierane są na źle kojarzący się Polakom batalion OUN-u. Zbiórka odbywa się w pobliżu często odwiedzanej przez zachodnich turystów restauracji "Kryivka - Kryjówka". Wywołuje ona u nas jeszcze gorsze skojarzenia, ponieważ wystrój i atmosfera ma przypominać czasy Bandery i UPA. Hasło na wejściu „Sława Ukrainie” odzew „Herojam sława”. Szefowie restauracji twierdzą, że “Kryjówka” upamiętnia wysiłek ukraińskich partyzantów z UPA w walce z niemieckim najeźdźcą. O walkach z Polakami ani słowa! Dla nas to skandal i Polacy nie zostaną pewnie amatorami tego lokalu.

Lwów należał i dalej należy do najważniejszych ośrodków akademickich. Uniwersytet Lwowski obecnie im. I. Franki poprzednio Uniwersytet Jana Kazimierza istnieje od 1661 r. Politechnika Lwowska działa od 1843 roku. W jej auli są obrazy autorstwa Jana Matejki ilustrujące rozwój ludzkości.

Najbardziej niezwykłym miejscem związanym we Lwowie z nauką była jednak "Kawiarnia Szkocka". To było jedyne takie miejsce na świecie, w którym spotykali się niesamowici ludzie – lwowscy matematycy. Przy kawie, alkoholu, w oparach dymu tytoniowego Banach, Steinhaus, Stożek i inni tworzyli tu teorie, problematy i ich dowody, początkowo zapisywane na marmurowym blacie stołu. Za rozwiązanie zadań wyznaczali różne dziwne nagrody n.p. koniak, piwo, żywą gęś. Wyniki spotkań zapisywano potem w zeszycie nazwanym "Księga Szkocka". Przyjeżdżali do nich uczeni z całego świata, w tym von Neumann poszukujący współpracowników do ośrodka badań jądrowych w Los Alamos. "Kawiarnia Szkocka" istnieje dziś w tym samym budynku, jej nazwę przywrócono pewnie, aby ściągnąć Polaków. Na półce stoi na pamiątkę gipsowa gęś, a na życzenie można dostać do stołu ksero "Księgi Szkockiej". Jest to dość drogie i ekskluzywne miejsce spotkań, ale już nie tych genialnych ludzi.

Gwara lwowska powstała w XIX wieku,nam jako mieszkańcom Małopolski jest dość bliska, a niektóre słowa weszły na stałe do języka polskiego. Wprawdzie nie bałakamy i nie zaczynamy zdania od „Ta” jak w lwowskiej piosence "Ta sie masz Józku", ale nieobce nam są słowa: kumać, badyl, baciar czy graba.

Krzeszowicom też nie brak związków z Lwowem. Pełniący rolę namiestnika Galicji Andrzej Potocki został zastrzelony we Lwowie w 1908 r. W czasie okupacji siostra lwowskiego matematyka Steinhausa ukrywała się w Krzeszowicach. Lwowianie są i w Krzeszowicach. Wśród naszych członków jest p. Teresa Czerny rodowita lwowianka, której ojciec pracował przy budowie Teatru Wielkiego.

Polacy w miarę możliwości chętnie pomogą przy zwiedzaniu Lwowa. Moim nieocenionym przewodnikiem i istną kopalnią wiedzy był p. Marian Frużyński, członek LUTW. Bez niego nie byłbym w stanie ani tego wszystkiego zobaczyć, ani posiąść tej wiedzy. Za co mu serdecznie dziękuję.

Można ulec urokowi tego miasta i zachwycić się jego historią, architekturą i klimatem. Są przecież ludzie i miejsca, które znajdują się „tylko we Lwowie”.

Zbigniew Durczok